O ile nie zaznaczono inaczej, prawa autorskie zamieszczonych materiałów należą do Jana Woreczko & Wadi.
(Unless otherwise stated, the copyright of the materials included belong to Jan Woreczko & Wadi.)


Bolid 1869

Z Wiki.Meteoritica.pl

0i

Informacje prasowe o obserwacji jasnego bolidu z którego mogły spaść meteoryty (doniesienie nadesłał i zinterpretował Tomasz Walesiak). Zdarzenie miało miejsce w nocy z 7 na 8 marca 1869 roku około godziny 02:20 (według współczesnej rachuby dat).

Tak interpretuje to doniesienie Tomasz Walesiak:

«

Zjawisko było obserwowane z różnych miejsc w tym z Warszawy (także z Pragi), Łowicza oraz z drogi od Radzymina. Blask bolidu rozświetlił okolicę, a po 3-4 minutach słyszano 3 (4)-krotny huk (zarówno z Warszawy, jak i Łowicza?) – można założyć fragmentację i prawdopodobny spadek meteorytów.

Pytanie gdzie? Na podstawie relacji (częściowo niejednoznacznych) można określić kierunek jako z NW ku SE – człowiek jadący z Radzymina sugerował kierunek na wschód i jednocześnie pionowe zejście, co może wskazywać, że meteoroid podążał w jego stronę. Z Warszawy relacje wskazują kierunek z N do SW – może być to złudzenie, gdyż obserwatorzy widzieli bolid w zachodniej części nieba, gdy był coraz niżej mogło się wydawać, że odlatuje na zachód.

Tylko czy relacja z Łowicza dotyczyła także meteoru czy tylko prognozy pogody(?), jakby nie było to Kurjer Warszawski. A jeśli tak, to należy się spodziewać, że kamienie spadły gdzieś w okolicach Grodziska Mazowieckiego, może w stronę Grójca. 3 minuty z Pragi to około 60 km (licząc od wysokości fragmentacji). Co ciekawe o huku nie wspomina człowiek jadący od Radzymina, wspomina za to o nudzie podróży.

»


Zjawisko to opisał również Jerzy Pokrzywnicki (1960) obszernie cytując artykuły z Kurjera Warszawskiego (nry 52, 53, 55 i 56 z 1869 roku).

Relacje prasowe

(Daty wg kalendarza gregoriańskiego, współczesnego)

Kurjer Warszawski, nr 52 (8 marca 1869, poniedziałek), s. 6 (pisownia oryginalna):

«

— Dziś w nocy po godzinie pierwszej, na północnej stronie horyzontu pojawiła się nader żywego blasku gwiazda i przebiegłszy ku stronie południowo-zachodniej spadła z trzykrotnym silnym hukiem. W chwili pojawienia się owej gwiazdy (zapewne meteoru), całe miasto olśnione jej trzy-kolorowem światłem, przedstawiało się, jak gdyby w bengalskim ogniu. Zjawisko to niezwykłe, zauważane niewątpliwie w tutejszem obserwatorjum astronomicznem, wkrótce będzie popularnie wytłomaczonem.

»


Gazeta Warszawska, nr 53 (9 marca 1869, wtorek), s. 2 (pisownia oryginalna):

«

F. Meteor. W nocy z niedzieli na poniedziałek o godzinie 2 minucie 20 przebiegł ponad poziomem warszawskim w kierunku od północy ku południo-zachodowi wspaniały meteor koloru czerwonego; smuga, jaką po sobie zostawiał, była koloru niebieskiego. W kilka minut po zniknięciu zjawiska, słychać było silny huk; pęknięcia jednak z powodu gęstej mgły nie widziano.

»


Kurjer Warszawski, nr 53 (9 marca 1869, wtorek), s. 3 (pisownia oryginalna):

«

— Wczorajszej nocy mieszkańcy niektórzy Pragi, powybiegali przed domostwa, około godziny 1ej po północy, przestraszeni pojawiającym się meteorem, sądząc, że pożar jest w okolicy; zjawisko trwało najdłużej minut 3.

»


Dziennik Warszawski, nr 46 (9 marca 1869, wtorek), s. 451 (pisownia oryginalna):

«

— Wczorajszej nocy, około godziny pierwszej, ukazał się na horyzoncie meteor, olśniewającego blasku — przebiegł on w kierunku, od północy ku południowi i oświecił nasze miasto jakby ogniem bengalskim. — Zdaje się, że tegoroczna zima obfituje w same zjawiska, na ziemi i na niebie razem.

»


Gazeta Polska, nr 54 (11 marca 1869, czwartek), s. 2 (pisownia oryginalna):

«

— W nocy z dnia 7go na 8my b. m., w godzinę lub nieco więcej po północy, widzialne było w Warszawie zjawisko meteorologiczne; była to gwiazda bardzo świetna, biegnąca z północy w stronę południowo-zachodnią, w którą zapadła z hukiem, coś trzykrotnem. Nim znikła, w przelocie o świecała przestrzenie jakby bengalskim ogniem. – O tem samem zjawisku donosi nam uprzejmy jeden prenumerator z prowincji, co następuje:

„W nocy z niedzieli na poniedziałek, to jest z dnia 7 na 8 marca r. b., jadąc z miasteczka Radzymina, powodowany nudą podróży, obserwowałem niebo. Cały horyzont pokryty był obłokiem, a nadto mgła powstająca czyniła powietrze więcej przyćmionem, i tylko śnieg pozwalał rozeznać bliższe przedmioty. W tym czasie nagle przedstawiło się mym oczom, na samym środku nieba, światło na obłokach, z początku małem zakreślone kołem, ale stopniowo i nadzwyczaj szybko rozprzestrzeniające się, olśniło dziennem światłem cały horyzont, a w punkcie środkowym, pokazała się gwiazda, przyćmiona nieco obłokiem, większa niż widzialne gołem okiem planety; ale za obłokiem kontur jej był więcej nikłym niż wyrazistym. I w tejże samej chwili, gdy się ukazała tak jak kij pionowo spadająca, zatrzymała się i przybierając kierunek na wschód, poleciała, tam w mgnieniu oka. Z początku z poza obłoków widać było, jakby jej ogon, taki jak u komety; potem gdy więcej zapadała na wschód, ogon jej wydał się jak prosta linja piorunu. Całe to zjawisko nie trwało więcej jak 5 sekund; widzialne zaś było o godzinie 2 minut 15 przede dniem. Wrażenie moje i człowieka powożącego było tak silne, żeśmy mimowoli objawili je gwałtownym wykrzykiem. Konie idące w sankach po dość lekkiej drodze, i nieostatnie w rączości, stanęły nagle jak wryte. Jak konie, tak i my po tem zjawisku posmutnieliśmy; domyślam się, że byliśmy powodowani nie inną myślą, jak uwielbieniem wielkości Twórcy, dla którego niestety tak mało chwil w życiu poświęcamy.“

Z tych słów widzimy, że kierunek zjawiska był z zachodu na wschód, gdy u nas obserwujący utrzymują, że kierunek był z północy ku południowem-zachodowi. Podług słów szan. korrespondenta, zjawisko trwało 5 sekund; podług doniesień warszawskich, miało trwać parę minut.

»


Kurjer Warszawski, nr 55 (12 marca 1869, piątek), s. 5 (pisownia oryginalna):

«

— O zjawisku meteorologicznem, widzianem w naszem mieście, w nocy z dnia 7 na 8 b. m ., czytamy we wczorajszym numerze „Gazety Polskiej“ następującą relację, nadesłaną do redakcji przez jednego z prowincjonalnych prenumeratorów: „W nocy z niedzieli na poniedziałek, to jest z dnia 7 na 8 marca r. b., jadąc z miasteczka Radzymina, powodowany nudą podróży, obserwowałem niebo. Cały horyzont pokryty był obłokiem, a nadto mgła powstająca czyniła powietrze więcej przyćmionem, i tylko śnieg pozwalał rozeznać bliższe przedmioty. W tym czasie nagle przedstawiło się mym oczom, na samym środku nieba, światło na obłokach, z początku małem zakreślone kołem, ale stopniowo i nadzwyczaj szybko rozprzestrzeniające się, olśniło dziennem światłem cały horyzont, a w punkcie środkowym, pokazała się gwiazda, przyćmiona nieco obłokiem, większa niż widzialne gołem okiem planety; ale za obłokiem kontur jej był więcej nikłym niż wyrazistym. I w tejże samej chwili, gdy się ukazała tak jak kij pionowo spadająca, zatrzymała się i przybierając kierunek na wschód, poleciała, tam w mgnieniu oka. Z początku z poza obłoków widać było, jakby jej ogon, taki jak u komety; potem gdy więcej zapadała na wschód, ogon jej wydał się jak prosta linja piorunu. Całe to zjawisko nie trwało więcej jak 5 sekund; widzialne zaś było o godzinie 2 minut 15 przede dniem. Wrażenie moje i człowieka powożącego było tak silne, żeśmy mimowoli objawili je gwałtownym wykrzykiem. Konie idące w sankach po dość lekkiej drodze, i nieostatnie w rączości, stanęły nagle jak wryte. Jak konie, tak i my po tem zjawisku posmutnieliśmy; domyślam się, że byliśmy powodowani nie inną myślą, jak uwielbieniem wielkości Twórcy, dla którego niestety tak mało chwil w życiu poświęcamy.“

»


Kurjer Warszawski, nr 56 (13 marca 1869, sobota), s. 5 (pisownia oryginalna):

«

Łowicz dnia 11 Marca r. b. — Pogoda w naszem mieście dość zmienna. Ładne dni przy kilku stopniach ciepła, zmieniają się w zimną, do 3-ch przeszło stopni przymrozku dochodzące. Jednakowoż, chociaż śnieg ustawicznie pruszy, kuligu, zaledwie dni kilka mieliśmy. Zawieruchy nawiedzające kraj cały i nasz gród nie pomijają, znacząc swe przejścia zrywaniem dachówek i gontów, z dachów, wyrywaniem okien i t. p. W d. 7 b. m. o godzinie w pół do 3ej rano, niektórzy mieszkańcy miasta obudzeni śród nocy zostali ukazaniem się, a raczej przejściem meteoru. Wśród największego spokoju, na ciemnym horyzoncie nieba, w stronie północno-zachodniej, ukazał się mały pas wyraźny, jasno-żółtawy, otoczony piękną zielonawą barwą, a w mieście tak było widno, iż zanim spojrzeliśmy na niebo, zdawało się jakby całe miasto gorzało. Po kilku sekundach, znów nastąpiła ciemność, a w kilka minut (3-4), dały się słyszeć 2 huki podwójne, jeden po drugim, niby wystrzały z dział. (…)

»


Gazeta Warszawska, nr 57 (15 marca 1869, poniedziałek), s. 1 (pisownia oryginalna):

«

Otrzymaliśmy list następny z Piątku d. 10 b. m. i r.: Ponieważ w zadném piśmie peryodyczném warszawskiém z d. 8 b. m. nie znalazłem wzmianki o niezwykłém zjawisku, którego byłem mimowolnym i wypadkowym obserwatorem w nocy z niedzieli na poniedziałek, zechciéj zatém Szanowny Panie zrobić stosowny do swego uznania użytek z mego chociaż niedokładnego opisu.

Wracając nocą z niedzieli na poniedziałek d. 8 b. m. o godzinie 2½ z rana z miejscowości odległéj od miasta Piątku (o mil 2½ od Łęczycy) o wiorst pięć do tegoż miasta, w połowie drogi zauważyłem jednochwilowe ukazanie się niezwykle świetnéj gwiazdy, przy niebie lekko i jednostajnie pochmurzoném. Punkt ów rażąco świetny, a niedający się swoim blaskiem porównać z gwiazdami codziennie widzialnemi, téjże saméj chwili po ukazaniu się przestał być widzialnym. W pół godziny potém przyjechawszy do miasta naglejednorazowo, zostałem olśniony (prawie aż do niemożności wyróżnienia przedmiotów), białém światłem, całą sferę widzenia tak na niebie jak i ziemi pokrywającém, je dném słowem w téj chwili było oświetlenie ziemi i przedmiotów dzienne, tylko ze dwa razy większém natężeniem jak od słońca. Zoryentowawszy się téjże chwili chciałem zbadać przyczynę tego zjawiska, lecz żadnego meteoru lub innych jakichkolwiekbądź okoliczności, któreby temu towarzyszyły nie zauważyłem, jak również żadnego huku przytém słychać nie było. Zjawisko to, trwające mniéj więcéj około dwóch sekund, jak nagle i na całéj widzialnej przestrzeni nieba jednorazowo ukazało się, tak również nagle i w jednéj chwili znikło. Oprócz mnie fakt ten obserwowany był przez miejscowego proboszcza księdza Turowskiego i kilku indywiduów, wypadkowym sposobem znajdujących się o téj porze pod gołém niebem, w téjże saméj formie. Mając nadzieję, że niedokładna moja obserwacya będzie lepiéj wyjaśniona przez specyalistów, przesyłam tę wiadomość.

Dr. Szymanowski.
»


W Kurjerze Warszawskim z 24 marca znajduje się informacja, że w Piotrkowie Trybunalskim nie obserwowano tego meteoru.


Bibliografia

  • Dziennik Warszawski, nr 46 (9 marca 1869), s. 451. Plik eLib.
  • Gazeta Polska, nr 54 (11 marca 1869), s. 2. Plik eLib.
  • Gazeta Warszawska, nr 53 (9 marca 1869), s. 2. Plik eLib.
  • Gazeta Warszawska, nr 57 (15 marca 1869), s. 1. Plik eLib.
  • Kurjer Warszawski, nr 52 (8 marca 1869), s. 6. Plik eLib.
  • Kurjer Warszawski, nr 53 (9 marca 1869), s. 3. Plik eLib.
  • Kurjer Warszawski, nr 55 (12 marca 1869), s. 5. Plik eLib.
  • Kurjer Warszawski, nr 56 (13 marca 1869), s. 5. Plik eLib.
  • Kurjer Warszawski, nr 65 (24 marca 1869), s. 6. Plik eLib.
  • Pokrzywnicki Jerzy, (1960), O bolidach obserwowanych nad Polską, Acta Geophys. Polon., vol. VIII, nr 3, 1960, s. 224-257, (s. 235-236).[1] Plik DjVu
    Źródło: Wiki.Meteoritica.pl
    .

Przypisy

  1. ^ wszystkie części: cz. 1Pokrzywnicki (1960, Acta Geophys. Polon.)
    Źródło: Wiki.Meteoritica.pl
    , cz. 2Pokrzywnicki (1965, Acta Geophys. Polon.)
    Źródło: Wiki.Meteoritica.pl
    , cz. 3Pokrzywnicki (1965, Bull. soc. amis sci. et lettres Poznan, B)
    Źródło: Wiki.Meteoritica.pl
    , cz. 4Pokrzywnicki (1969, Acta Geophys. Polon.)
    Źródło: Wiki.Meteoritica.pl

Zobacz również

Osobiste