PayPal-donate (Wiki).png
O ile nie zaznaczono inaczej, prawa autorskie zamieszczonych materiałów należą do Jana Woreczko & Wadi.

(Unless otherwise stated, the copyright of the materials included belong to Jan Woreczko & Wadi.)


Sołtmany

Z Wiki.Meteoritica.pl

Wreszcie mamy nowy polski spadek!

Sołtmany
Sołtmany (okaz) 0.jpg
Meteoryt Sołtmany. W tle szkody jakie wyrządził uderzając w dach budynku gospodarczego (fot. Woreczko)
Spadek
Lokalizacja kolonia Sołtmany, poczta Kruklanki pod Giżyckiem, Polska
Położenie[1] 54°00'31,5"N,
22°00'17,86"E
Data 30 kwietnia 2011 r., 06:06
Uwagi meteoryt orientowany oraz tzw. hammer
Charakterystyka
Typ prawdopodobnie chondryt zwyczajny, H4-5
Masa ~1 kg
Liczba okazów jeden okaz
Synonimy
meteoryt nie ma jeszcze oficjalnej nazwy; Sołtmany, Kruklanki, Giżycko?

30 kwietnia 2011 roku (sobota) o godzinie 6.06 rano w okolicy Giżycka, we wsi Sołtmany, poczta Kruklanki spadł meteoryt. Leciał niemal pionowo, przebił dach w budynku gospodarczym, czyli klasyczny hammer[2]. Jest to również pierwszy w tym roku spadek na świecie!

Piękny lekko orientowany okaz przebił eternit, wybił dziurę w deskach dachu i z wielkim impetem częściowo roztrzaskał się na betonowym schodku. Okaz spadał z olbrzymią prędkością[3], w grubych deskach wybił dziurę, ale ich nie połamał. Gdyby nie uderzenienie w dach i związane z tym wyhamowanie jego impetu, zapewne roztrzaskałby się na setki małych fragmentów. Prawdopodobnie zjawisko nie zostało zarejestrowane przez kamery Polish Fireball Network przy PKiM[4], gdyż spadek miał miejsce już po wschodzie słońca - szkoda, gdyż na podstawie takich rejestracji można wyliczyć orbitę meteoroidu i potwierdzić ewentualne procesy fragmentacji. Na razie brak odpowiedzi z PKiMu.

Według wstępnych oględzin jest to chondryt zwyczajny. Profesor Tadeusz Przylibski z Politechniki Wrocławskiej rozpoczął proces badań meteorytu, po sklasyfikowaniu meteoryt Sołtmany zostanie zgłoszony do Meteoritical Bulletin.


Spis treści


Jest spadek...

(relacja: Wadi & Woreczko; dodatkowe uwagi Roman Rzepka)

W niedzielę płynęliśmy promem z wyspy Wolin do Świnoujścia, kiedy próbował się z nami skontaktować Andrzej S. Pilski. Po południu w trakcie rodzinnego spotkania dodzwoniliśmy się do Andrzeja. Przekazał nam informację, że pod Giżyckiem spadł meteoryt. Było to w sobotę o godzinie 6.06 rano. Informacja sensacyjna, niespodziewana, news, który chciałby usłyszeć każdy miłośnik meteorytów. Po pierwszych ochach i achach Andrzej przeszedł do konkretów. Poprosił nas o pomoc i zapytał, czy moglibyśmy tam pojechać. Jego obowiązki zawodowe mu nie pozwoliły, a sprawa była niecierpiąca zwłoki.

Informacja spadła jak grom z jasnego nieba (meteoryt z jasnego nieba). Musieliśmy chwilę się zastanowić, bo byliśmy na drugim końcu Polski i mieliśmy poważne zobowiązania rodzinne! Do wieczora Andrzej zweryfikował informacje i przysłał zdjęcie okazu. Rzucił hasło: pakujcie się. W poniedziałek o 4 rano wyruszyliśmy do Giżycka.

O 9.00, kiedy byliśmy w Malborku, Andrzej poprosił, aby zajechać do Fromborka. Chcieliśmy ustalić szczegóły. Dostaliśmy zadanie: zebrać wszystkie możliwe informacje, relacje świadków, zrobić dokumentacje fotograficzną miejsca, okazów i kupić próbki do badań dla ośrodka we Wrocławiu, które pozwolą przeprowadzić proces klasyfikacji i rejestracji nowego polskiego meteorytu. Mieliśmy też przygotować grunt do zakupu okazu do zbiorów Muzeum we Fromborku. I najważniejsze - podał nam kontakt do osoby, która wszystko koordynowała w Giżycku. Był to pan Roman Rzepka.

W dniu spadku pani Alfreda skontaktowała się z redakcją Gazety Giżyckiej (terenowe wydanie Gazety Olsztyńskiej) informując o zdarzeniu. Tam dziennikarz (nie właściciel) owej Gazety zaproponował jej skontaktowanie się z panem Romanem Rzepką. W imieniu pani Alfredy zadzwoniła do pana Rzepki jej córka i powołując się na rozmowę z GG, poprosiła aby przyjechał obejrzeć wydarzenie, zachęcając go sprezentowaniem małego odłamka, jeśli przyjedzie.
Po przybyciu, następnego dnia rano (1 maja, niedziela), pana Rzepki do Sołtman (w towarzystwie żony i syna), potwierdził on, że kamień jest meteorytem, stwierdzając jednocześnie, że jest to jakiś rodzaj chondrytu. Odbyło się to w obecności członków jej rodziny i kilku osób postronnych (m.in. był na miejscu sołtys i inny młody mężczyzna - przyrodnik). Pani Alferda poprosiła o pomoc, gdyż nie wiedziała co dalej robić. Pan Rzepka zasugerował jej, iż powinna skontaktować się z PTMet, powołując się jednocześnie na swoją znajomość z Andrzejem Pilskim. Ustalili wspólnie, że o wydarzeniu powiadomi pan Rzepka i skontaktuję ją z panem Pilskim. Tak też się stało.

Przebijając się przez fatalne drogi ok. 14.30 (w poniedziałek) dotarliśmy do Giżycka. Czekał na nas pan Roman i jego żona Anna, którzy jako pierwsi (w towarzystwie syna Michała) byli na miejscu spadku. Zarekomendowali nas też właścicielce meteorytu. Po wstępnych ustaleniach, doprecyzowaniu informacji pojechaliśmy z panem Rzepką do gospodarstwa, gdzie spadł meteoryt.

Przyjęto nas bardzo miło. I wzięliśmy się do pracy. Przystąpiliśmy do czynności, o które prosił nas Andrzej. Spisaliśmy wstępnie relację, kupiliśmy próbki do badań, niestety było już za późno na robienie zdjęć. Rozmawialiśmy też z właścicielką meteorytu, jakie powinny być dalsze losy okazu – najwłaściwszym rozwiązaniem byłoby, aby trafił do kolekcji instytucjonalnej. Oczywiście była okazja porozmawiać o meteorytach, o pasji, naukowych badaniach. Opowiedzieliśmy też historię różnych polskich meteorytów. Daliśmy im też „Nieziemskie skarby”, książkę Andrzeja ze specjalna dedykacją. Ludzie okazali się przesympatyczni, nie pragnęli też rozgłosu medialnego. Zapytaliśmy, czy możemy dnia następnego przyjechać i zrobić zdjęcia.

Kiedy my jedliśmy kolację u państwa Rzepków, Andrzej już kontaktował się z profesorem Tadeuszem Przylibskim, który miał przeprowadzić badania. Jednym słowem, cały czas byliśmy w kontakcie z Andrzejem S. Pilskim.

Zjawiliśmy się w gospodarstwie rano we wtorek. Rozmawialiśmy jeszcze o okolicznościach spadku i sfotografowaliśmy okaz, miejsce spadku, w asyście gospodarzy zrobiliśmy rekonesans wokoło budynku gospodarczego, w który meteoryt uderzył. W południe pożegnaliśmy życzliwych gospodarzy. Najwyraźniej byli już zmęczeni sytuacją. My też nie chcieliśmy nadużywać zaufania. Wpadliśmy jeszcze do Giżycka, aby wreszcie coś normalnie zjeść i w deszczu i śniegu ruszyliśmy do Warszawy.

Przeżyliśmy kosmiczną przygodę. Znaleźliśmy się w miejscu i czasie, o którym zawsze marzyliśmy. A historia tego meteorytu dopiero się zaczyna.

... okoliczności spadku

(relacja spisana 2 i 3 maja 2011 r. przez Wadi i Woreczko)

Pani Alfreda właścicielka meteorytu budzi się codziennie około 6 rano, wstaje robi kawę i zapala papierosa. 30 kwietnia 2011 roku było tak samo.

Relacja pani Alfredy

Wstaję zawsze o 6 rano, sama z siebie. Parzyłam kawę, zapaliłam papierosa i otworzyłam okno, aby kuchni nie zadymić. Usłyszałam coś, ale nie wiedziałam co. Gwizd, jakby leciała bomba, potem był wielki huk. Właściwie długi łomot, jeden łomot. Czy było słychać wybuchy? Nie. Syn Marcin był w łazience i pomimo zamkniętych drzwi też wszystko słyszał. Wybiegliśmy z domu, Marcin dosłownie w jednej skarpecie. Myśleliśmy, że dom się wali (gospodarze zmieniają właśnie pokrycie dachu – ciężki eternit na lekką blachodachówkę). Patrzymy, wszystko stoi. W dachu szopy nad drzwiami była dziura. Wtedy zobaczyliśmy leżący przy szopie eternit i duży urwany kawałek wiszący na gwoździu.
Marcin powiedział, że może jakiś ptak coś upuścił. Ja stwierdziłam: co to musiałby być za ptak? Patrzyliśmy w niebo, bo nad nami często latają samoloty. Może któryś coś zrzucił? W tym momencie nie było samolotów. Niebo było bezchmurne, ale słońce jeszcze mocno nie świeciło.
Pięć metrów od dziury, przy stercie desek leżał czarny kamień. Podniosłam go. Czy był ciepły? Nie był zimny jak inny kamień. Był inny, może trochę cieplejszy. Potrzymałam go i położyłam na ziemi. Miałam go rzucić, ale jednak położyłam. Wróciliśmy z Marcinem do domu. Spojrzałam na zegarek, była 6.06. Na podwórku byliśmy nie dłużej niż 3 minuty.
Potem pojechałam do córki Anity do Giżycka. Od razu powiedziała: mamo, to meteoryt. Wtedy przypomniałam sobie, jak tydzień wcześniej oglądałam na Discovery film o meteorytach z takim człowiekiem z długimi włosami (od red. prawdopodobnie Robert Haag). Wróciliśmy z córką na miejsce. Fragmenty były rozrzucone na 4-5 metrów, duży się odbił. Kawałki leżały przy schodku pod dziurą. Pozbieraliśmy je. Resztę już potem zięć z córką doszukali. Wzięliśmy kamień do domu i się nad nim głowiliśmy.


Pani Alfreda, konkretna i trzeźwo myśląca osoba, podzieliła się z nami jeszcze dziwnym spostrzeżeniem (owdowiała ona kilka miesięcy temu):

Kiedyś zawsze tata przychodził do mojego męża i o 6 rano pili kawę. Ja nie wstawałam tak rano. Ojciec zmarł w czerwcu 2009 roku, mąż przetrzymał go rok. Pomyślałam, że ten meteoryt to jakiś znak. Może w niebie razem pili kawę i coś im upadło?


Pani Alfreda z córką i przyszłym zięciem chodzili jeszcze za oborą i szukali kamieni, jednak nic nie znaleźli. Pani Alfreda zadzwoniła do lokalnej gazety, a jej dziennikarz do swojego znajomego, który interesuje się meteorytami – pana Romana Rzepki. Następnego dnia rano pan Roman z żoną i synem odwiedzili panią Alfredę i potwierdzili przypuszczenia córki, że kamień jest meteorytem. Pan Rzepka powiadomił Andrzeja Pilskiego z obserwatorium we Fromborku. Andrzej powiadomił nas.

Gospodarstwo jest położone na odludziu i okolica jest słabo zaludniona. Według pani Alfredy (i innych domowników) nikt z okolicznych mieszkańców, z którymi rozmawiali oni później, nie słyszał dźwięków towarzyszących spadkowi.

Nasze spostrzeżenia dotyczące spadku

  1. Opis dźwiękowy (jeden świst, jeden huk, brak wybuchów) wskazuje na to, że spadł jeden kamień. Nie było odgłosów świadczących o fragmentacji. Huk, który słyszał świadek był spowodowany prawdopodobnie falą dźwiękową.
  2. Okaz jest orientowany, po złożeniu fragmentów wydawał się kompletny. Jeśli nawet nastąpiła fragmentacja, zaszła bardzo wysoko. Ma mocno zaoblony kształt, w całości jest pokryty skorupą obtopieniową. Brak na powierzchni fragmentów pokrytych wtórną skorupą obtopieniową.
  3. Dziura w dachu i ślad na betonie, który pozostawił spadający kamień, pozwoliły orientacyjnie wyznaczyć, kierunek lotu i kąt nachylenia do pionu. Leciał z północnego wschodu, tor lotu był odchylony 2-3 stopni od pionu. Meteoryt wybił dziurę w grubej desce (nie połamał jej). Świadczy to o tym, że miał ogromną prędkość. Nim okaz roztrzaskał się na betonowym stopniu, przebił eternitowe pokrycie dachu, grube deski dachu i uszkodził eternitowy daszek pod dachem. Wokół rozrzucone były fragmenty eternitu z daszku i wiele drzazg z desek.
  4. Masa głównego okazu wynosi ok. 813 g, TKW ok. 1057 g. Wagę większości fragmentów podała właścicielka. Być może jakieś odłamki znajdują się jeszcze pod deskami ułożonymi wzdłuż szopy. Masa główna i część fragmentów ważyliśmy w domu pani Alfredy na elektronicznej wadze kuchennej (informacja zaskoczyła nas na urlopie, w długi weekend majowy i nie mieliśmy wagi laboratoryjnej).
  5. Meteoryt wygląda jak chondryt zwyczajny. Ma dobrze wykształconą skorupę o naturze chondrytowej, bardzo jasne wnętrze z widocznymi małymi ziarnami metalu i małą ilością troilitu. Na przełamach praktycznie nie widać chondr.
  6. Naszym zdaniem spadł pojedynczy okaz. Gospodarstwo znajduje się na cyplu nad Jeziorem Wydmińskim. Za oborą podmokły, grząski teren. Najbliższa okolica miejsca spadku nie sprzyja poszukiwaniom. Z powodu remontu dachu na domu na podwórku znajduje się mnóstwo kawałków eternitu, desek, itp. Co znacznie utrudniało poszukiwanie małych fragmentów.

Wstępne badania meteorytu

Rozpoczął się proces badania meteorytu celem sklasyfikowania go i zgłoszenia do Meteoritical Bulletin. Równocześnie, korzystając z tak świeżego materiału, prowadzone są badania innych interesujących cech, np. czasu przebywania meteoroidu w przestrzeni kosmicznej CRE age[5]. Wszystkie zakupione fragmenty trafiły już do polskich i zagranicznych laboratoriów.

Przebieg badań będzie opisywany na bieżąco w miarę napływania wyników → Sołtmany/Badania.

Lokalizacja

(K) Kruklanki, (S) Sołtmany

miejsce spadku (54°00'31,5"N, 22°00'17,86"E)

Meteoryt nadleciał z północnego wschodu, tor lotu był odchylony od pionu o około 2-3 stopnie (spadł niemal pionowo).

Meteoryt spadł na teren gospodarstwa agroturystycznego otoczonego z trzech stron przez wody Jeziora Wydmińskiego. Od dwóch stron do brzegów jeziora jest kilkadziesiąt metrów.

Sołtmany/Galeria

Miejsce spadku (fot: Wadi & Woreczko)

Więcej zdjęć w galerii


Relacja prasowa (źródło: Gazeta Olsztyńska; dzięki uprzejmości Jacka Drążkowskiego)


Relacja prasowa (źródło: Gazeta Giżycka; dzięki uprzejmości Romana Rzepki)


YouTube - Meteoryt spadł na gospodarstwo na Mazurach

Bibliografia

  • +Gazeta Giżycka, Gmina Kruklanki. Meteoryt trafi do muzeum. Świst, huk... meteoryt wybił dziurę w dachu. nr 18 (965), 5-11 V 2011, s. 1 i 3.
  • +Gazeta Olsztyńska, Region. Kilogramowy meteoryt przyleciał na kolonię małej wsi. Gość z kosmosu wylądował im w dachu. nr 102 (17540), 4 V 2011, s. 1, 2 i 5.

Przypisy

  1. ^ jeśli nie zaznaczono inaczej, podano współrzędne przyjęte w oficjalnej bazie meteorytów Meteoritical Bulletin Database
  2. ^ terminem hammer (młot) określa się meteoryty, które spadajac uderzyły w obiekt antropogeniczny (np. dom, samochód), zwierzę lub człowieka; strona Michaela Blooda o hammerach
  3. ^ zakładając spadek swobodny w atmosferze i przyjmując prosty model, że meteoryt to kula o gęstości 3,35 g/cm3 (średnia gęstość chondrytu) i masie 1 kg oraz współczynniku oporu 0,45, spadająca w polu grawitacyjnym - to musiał on spadać z prędkością co najmniej 82 m/s (około 295 km/h)
  4. ^ nie znalazłem informacji czy niebo nad tą częścią Polski jest w zasięgu kamer sieci; wysłałem pytanie, czy zjawisko było zarejestrowane, czekam na odpowiedź obserwatorów z PKiM. Kilka dni po spadku na ten teren przyjechała grupa poszukiwawcza z PKiM pod kierunkiem członka PTMet Zbigniewa Tymińskiego - Z wizytą w Sołtmanach
  5. ^ CRE age - cosmic-ray exposure age

Linki zewnętrzne

  • Relacja na żywo z przebiegu badań meteorytu Sołtmany na Facebook'u - Facebook - PTMet
Osobiste