O ile nie zaznaczono inaczej, prawa autorskie zamieszczonych materiałów należą do Jana Woreczko & Wadi.
(Unless otherwise stated, the copyright of the materials included belong to Jan Woreczko & Wadi.)


Łowicz/Zabytki Przyrody Nieożywionej, zeszyt 3, 1936

Z Wiki.Meteoritica.pl

0i

Różycki Stefan Zbigniew, Kobyłecki Mieczysław, (1936), Meteoryty łowickie. Spostrzeżenia zebrane w terenie oraz zarys ogólnej charakterystyki okazów (z jedną mapką w tekście) (Les météorites de Łowicz. Informations recueillies sur le ter rain de la chute et caractéres généraux des spécimen.), Zabytki Przyrody Nieożywionej, Wydawnictwo Towarzystwa Muzeum Ziemi, zeszyt 3, 1936, s. 181-191 (pełny tekst). Plik DjVu.

Łowicz (Różycki et al. 1936) cover.jpg


Tekst publikacji

«

S. Z. RÓŻYCKI[1] i M. KOBYŁECKI[2]

METEORYTY ŁOWICKIE

Spostrzeżenia zebrane w terenie oraz zarys ogólnej charakterystyki okazów (z jedną mapką w tekście)


W nocy z dnia 11 na 12 marca 1935 roku obserwowano w Polsce efektowne zjawisko spadku meteoru. Świadkami tego zjawiska było bardzo wiele osób, które znajdowały się wymienionej nocy na dworze około godziny pierwszej po północy.

Przez długi jednak okres czasu nie można było ustalić, gdzie spadł ten „gość z zaświatów". Parokrotnie odzywały się fałszywe alarmy z okolic Olkusza.

Dopiero w końcu marca ukazała się w prasie wiadomość o odnalezieniu szczątków meteoru pod Łowiczem.

Pierwszy meteoryt został znaleziony we wsi Krępa Podgóry na roli p. Stanisława Barbuchy. Jeden z jego sąsiadów (p. Bryszewski Józef) przechodząc drogą polną równolegle do pola p. Barbuchy zauważył, że przy drodze leży duży „nowy” kamień, którego nie widział tam poprzednio. Próbował go kopnąć nogą, ale okazało się, że kamień był mocno „wrośnięty” w ziemię. Omawiana szeroko w ciągu wieczora sprawa „nowego” kamienia, którego pojawienie się związano oczywiście odrazu ze zdumiewającemi zjawiskami poprzedniej nocy, zyskała duży rozgłos we wsi. Następnego dnia p. Barbucha zdecydował się wykopać tajemniczy kamień zagłębiony w ziemi, jak się okazało, do 15 cm. Była to spora bryła, średnicy dwudziestu kilku centymetrów, o wadze około 10 kilogramów, pokryta ciemną jakby obtopioną „korą”.

Wykopany okaz został starannie obejrzany przez grono gospodarzy z Krępy. Niektórzy widzieli w nim uosobienie jakichś sił nadprzyrodzonych, inni bardziej realnie ujmując rzeczywistość, zainteresowani dużym ciężarem kamienia (złoto?) przystąpili na swoją rękę do szczegółowego zbadania przedziwnego kamienia. Przedewszystkiem rozbito go z wielkim trudem na kilka części. Zobaczywszy w środku połyskujące skupienia metaliczne i sądząc, że jest to jakiś cenny metal, wydłubano je aby sprawdzić ich kowalność, topliwość, twardość i t. p. „Kamień” okazał się jednak dość odporny na tego rodzaju badanie. Istotnym wynikiem tych prób było, że największy z dotychczas odnalezionych meteorytów na ziemiach polskich, rozdrobiony na małe odłamki, został rozebrany „na pamiątkę” i „na szczęście” przez kilkudziesięciu mieszkańców Krępy i Domaniewic, którzy następnie rozdarowywali i sprzedawali je wojskowym z Łowicza, znajomym z sąsiednich wiosek i każdemu, kto chciał mieć kawałek „kamienia z nieba”.

Kilka drobnych odłamków dostał również za pośrednictwem dzieci nauczyciel szkoły powszechnej w Krepie, który zawiadomił o tem dyrektora seminarjum nauczycielskiego w Łowiczu. Tą drogą doszła wiadomość do Obserwatorjum Astronomicznego w Warszawie. Dzięki staraniom podjętym przez p. dr. J. Gadomskiego[3] i p. mgr. M. Bielickiego[4] z ramienia Obserwatorjum, przy poparciu władz miejscowych, udało się odzyskać z rąk gospodarzy trzy odłamki z dużego meteorytu Barbuchy o łącznej wadze około 2 kilogramów oraz jeszcze dwa okazy o wadze ok. 4 i 1 kg, pochodzące z innych meteorytów, znalezionych również na polach Krępy w odległości paruset metrów od pierwszego.

Towarzystwo „Muzeum Ziemi”, zainteresowane rzadką wizytą „gościa z przestrzeni międzyplanetarnej”, na wiadomość, że dalsze poszukiwania meteorytów nie są prowadzone, delegowało w okolice Łowicza autorów niniejszego artykułu celem podjęcia dalszych poszukiwań i zebrania informacyj o przebiegu zjawiska od naocznych świadków.

Przedewszystkiem przeszukano pola Krępy, ale poza ustaleniem miejsca spadku poprzednio odnalezionych okazów i pozyskania odłamków z dużego meteorytu Barbuchy, nowych okazów nie znaleziono – chociaż krążyła we wsi wiadomość o odnalezieniu jeszcze jednego odłamu wagi paru kilogramów, zaoranego jednak następnie przez nieroztropnego gospodarza.

Po zorjentowaniu się w sytuacji, postanowiono sprawdzić krążące pogłoski o znajdowaniu meteorytów w innych wioskach okolicznych. Najbardziej prawdopodobną wydawała się pogłoska o odnalezieniu meteorytów we wsi Wrzeczko. Sprawdzenie jej na miejscu potwierdziło istotnie, że p. Strugiński Andrzej, gospodarz z Wrzeczka, stał w nocy z 11 na 12 marca na progu swej chaty i był świadkiem całego zjawiska. Zrana na podwórku swojej zagrody znalazł jeden okaz wagi około 125 gr.

Pierwsze znaleziska w Krepie, zrobione na niedużym stosunkowo obszarze, nie pozwalały wyznaczyć kierunku ruchu meteoru. Znalezisko z Wrzeczka zaś niezbicie wskazywało, że meteoryty są rozsiane smugą o kierunku niezbyt znacznie odchylającym się od linji wschód-zachód. Obszar, na którym znalezienie meteorytów stawało się prawdopodobne, rozciągał się więc we wstęgę przynajmniej 5 kilometrów długości.

Gdybyśmy przyjęli nawet nieznaczną stosunkowo szerokość tego pasa, powierzchnia wymagająca przeszukania byłaby zbyt wielka, aby można było je przeprowadzić indywidualnie. Trzeba było zorganizować akcję masową.

Najlepiej nadawała się do tego ludność miejscowa, doskonale znająca pola i odrazu zwracająca uwagę na większe „nowe” kamienie. Drobna stosunkowo nagroda za znalezione okazy była zachętą, która odrazu postawiła na nogi nietylko wszystkie dzieci, ale nawet i większość dorosłych.

Pierwszą zbiorową wyprawę na poszukiwanie meteorytów podjęto na terenie wsi Wrzeczko w niedzielę. Rezultat kilkugodzinnych poszukiwań w najbliższem sąsiedztwie wsi był pokaźny, gdyż znaleziono tego dnia osiem okazów, w tem trzy wagi po pół kilograma bez mała. Znaleziska te wskazywały więc, że Wrzeczko leży już w strefie spadku znacznie drobniejszych meteorytów niż Krępa.

Wobec osiągniętych rezultatów, postanowiliśmy obszar poszukiwań rozciągnąć dalej na wschód. i istotnie w następnej ku wschodowi wiosce Łagów, na terenie zagrody p. Jana Jabłońskiego udało się znaleźć odłamek meteorytu wagi około 20 gr. Jeszcze dalej na wschód we wsi Seligów jeden z nas znalazł okaz ważący niecałe 10 gr.

Zachęcona dokonanemi przez nas znaleziskami ludność, zorjentowawszy się, że szukanie „kamieni” może być źródłem dochodu, energicznie zabrała się do przeszukiwania pól. Rataje z uwagą orali swoje pola, oglądając z zainteresowaniem napotykane kamienie.

Brakowało tylko znalezisk z terenu wsi Reczyca, położonej między Krępą i Wrzeczkiem. Ale inicjatywa mieszkańców Wrzeczka i tu zrobiła swoje. Wkrótce i w Reczycy znaleziono kilka pięknych okazów od jednego do trzech prawie kilogramów wagi. „Meteorytowa gorączka”, która ogarnęła mieszkańców Krępy, Reczycy, Wrzeczka, Łagowa, Kuczkowa i Seligowa, wpłynęła oczywiście na podniesienie się cen meteorytów. Tem bardziej, że w międzyczasie przyjechali po meteoryty wydelegowani przez instytucje naukowe z Krakowa p. dr. Gaweł[5], dr. Chrobak[6] i inni, dysponujący dość dużą sumą przeznaczoną na wykupienie meteorytów. Pojawili się również i miejscowi przedsiębiorcy, z których najlepszym plonem mógł się poszczycić p. J. Pujdak, pomocnik weterynarza z pobliskich Łyszkowic.

Przy kupnie meteorytów zaczęły wywiązywać się długie targi, szczególnie uporczywe, gdy chodziło o większe i piękniejsze okazy. Część meteorytów w tajemnicy powędrowała do kufrów w komorze i, o ile nam wiadomo, niektórzy ich właściciele dotychczas nie zdecydowali się na sprzedaż swoich cennych kamieni.

Wynikiem całej akcji poszukiwania i wykupu meteorytów jest zebranie sześćdziesięciu kilku okazów w przeważającej większości zachowanych w postaci całkowitych nieuszkodzonych osobników. Kilka jednak meteorytów miejscowi „badacze” rozbili na kawałki, które powędrowały do najrozmaitszych ludzi.


Z pośród znanych nam okazów 35 osobników w 50 kawałkach znajduje się obecnie w posiadaniu Towarzystwa „Muzeum Ziemi” w Warszawie; znaczna liczba okazów przechowywana jest w zbiorach Obserwatorjum Astronomicznego w Krakowie i w Zakładzie Mineralogicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego; 3 okazy (ważące 4 kg i 1 kg osobniki oraz odłamki z dużego meteorytu Barbuchy) w Obserwatorjum Astronomicznem w Warszawie; 1 okaz (odłamek meteorytu Barbuchy) został ofiarowany przez prof. M. Kamieńskiego[7] Panu Prezydentowi Rzeczypospolitej i następnie został przekazany Muzeum Przemysłu i Techniki w Warszawie; kilka drobnych odłamków dużego meteorytu Barbuchy, przeznaczonych jako materjał do badań, znajduje się w Zakładzie Mineralogji Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie; 10 okazów (1,5 kg; 1,1 kg (rozbity); ok. 0,3 kg; 0,075 kg; trzy okazy średnich rozmiarów: jeden kilkugramowy, drugi wagi niecałego grama) kupił p. Józef Pujdak z Łyszkowic. Poza tem liczne okruchy, prawie wyłącznie pochodzące z rozbitego dużego okazu Barbuchy, posiadają gospodarze ze wsi okolicznych oraz wojskowi i inteligencja z m. Łowicza i Skierniewic. Waga wszystkich znanych nam dotychczas zebranych okazów niewiele przekracza 60 kg.

Obszar, na którym znajdowano meteoryty (ok. 9,2 km2), w przeważającej części zajmują pola uprawne (ok. 86%); tylko 8% przypada na pastwiska i łąki; ok. 5% powierzchni pokrywają wsie. Niewielkie zagajniki między Reczycą a Krępą oraz stawy na zachód od Łagowa zajmują razem kilka hektarów. Cały więc prawie obszar z bardzo małemi wyjątkami trzeba uznać za bardzo łatwy do przeprowadzenia poszukiwań. Ponieważ zaś w ciągu ostatnich dni marca i na początku kwietnia znaczna część pól była zaorywana przez włościan, pilnie zwracających uwagę na meteoryty, reszta zaś pól – starannie przejrzana, trzeba uznać, że cały, ten obszar jest względnie dobrze przeszukany. Pastwiska również przejrzano piędź po piędzi. Na teren stawów, spuszczonych w tym czasie, też wkroczyli zapaleni poszukiwacze meteorytów. Niewątpliwie więc zebrano bardzo znaczną część spadłych na ten teren okazów. Na podstawie wyznaczenia sumarycznej wagi odłamków, które zostały zebrane na kolejno wyodrębnionych i dobrze przeszukanych strefach, oraz interpolacji odpowiednich liczb na obszary gorzej przeszukane przeprowadzono obliczenie przybliżonej ogólnej wagi meteorytów, które rozsypane zostały na całej przestrzeni od Seligowa do Krępy. Obliczenie to dało nam jako prawdopodobną wagę około 110 kg. Należy przytem jednak uczynić zastrzeżenie, że nie zostały uwzględnione w obliczeniu meteoryty poniżej 10 gr, zebrane w minimalnej ilości.


Ogólny obraz rozmieszczenia meteorytów jest następujący: w Krepie znaleziono największe okazy (Barbucha ok. 10 kg, Grabowicz ok. 8 kg); w miarę posuwania się na wschód rozmiary ich szybko maleją. Na wysokości Reczyc okazy przeciętne ważą 1,5 kg, koło wsi Wrzeczko mają już one średnio niecałe 250 gr, w Łagowie 70 gr i w Seligowie ok. 15 gr. Równolegle z wielkością osobników maleje waga meteorytów, przypadających na jednostkę powierzchni („nasilenie”). Koło Krępy na 1 kilometr kwadratowy przypada prawie 40 kg meteorytów, w Reczycy 12 kg, we Wrzeczku 6 kg, w Łagowie ok. 2 kg i w Seligowie już poniżej 1 kilograma.

Odwrotnie do wielkości meteorytów i ich „nasilenia” zachowuje się „zagęszczenie” meteorytów. w Krepie jeden meteoryt przypada na kilkanaście hektarów, na wschód od Reczyc nieco więcej niż na 10 ha, koło Wrzeczka na przeciętnie – 3 do 5 ha, w Seligowie prawie na 2 ha.

Zagęszczenie meteorytów wogóle nie było duże. Na najdokładniej przeszukanym odcinku koło Wrzeczka, na powierzchni ok. 1 km2, zebrano 28 meteorytów w łącznej wadze ok. 6,5 kg. Jeśli z tego obszaru wyodrębnić przestrzeń największego zagęszczenia meteorytów w południowej części wsi, to i w tym przypadku na 13,5 ha przypada tylko 10 okazów, czyli niespełna 1 okaz na 1 hektar. Drobne meteoryty padały również rzadko, nie tworząc skupień. Potwierdza ten pogląd do pewnego stopnia fakt, że w dokładnie przejrzanych rynnach kilkunastu blaszanych dachów w Łagowie i Seligowie w pasie drogi meteoru nie udało się znaleźć ani jednego okazu. Najbliżej znalezione meteoryty (we Wrzeczku) leżały od siebie w odległości około 20 m.

Równolegle z akcją zbierania i wykupu meteorytów staraliśmy się zebrać opowiadania o przebiegu zjawiska, opierając się na możliwie dużej liczbie zeznań naocznych świadków z jak największego obszaru.

Niżej przytaczamy kilka ciekawszych relacyj, szeregując je wzdłuż osi ruchu meteoru ze wschodu na zachód.

I. Milanówek (20 km na zachód od Warszawy i 58 km od miejsca spadku meteorytów).

Dr. Dehnel przyjechał pociągiem 0.40 z Warszawy. O godzinie 0,54 zobaczył nagle silne błękitnawe światło na niebie, które oświetliło całą okolicę. Zrobiło się tak jasno, że doskonale były widoczne wszystkie przedmioty w promieniu paruset metrów. Rzucone przez nie cienie miały bardzo ostre kontury. Samego źródła światła nie było widać z powodu częściowego zachmurzenia nieba. Znajdowało się ono prawdopodobnie na północnym zachodzie. Natężenie światła było nierównomierne, wzmacniało się i słabło zależnie od napotykanej grubości powłoki chmur. Po kilku sekundach barwa światła stała się bardziej żółta i potem światło zgasło. Razem jasność trwała około 10 sekund. Po paru chwilach stania i przejściu ok. 200 metrów (łącznie przynajmniej 2 minuty) usłyszał dr. Dehnel głuchy grzmot i potem kilka mniejszych pojedynczych huków. Głos szedł wyraźnie z zachodu i trwał parę do kilku sekund. Charakter jego różnił się znacznie od „grzmotów”, towarzyszących zwykłym wyładowaniom elektrycznym atmosfery: był przeciągły i „gęsty”, jak określił to dr. Dehnel.

II. Seligów (ok. 11 km na południe od Łowicza; obszar spadku najdrobniejszych meterytów).

Fig. 37. Pole spadku meteorytów łowickich.
Le terrain de la chute des meteorites de Łowicz.

P. Wojciech Marat, stróż nocny, był na dworze w północnej części wsi. Kilka minut przed godziną pierwszą po północy przeraziła go duża jasność, która odrazu objęła całe niebo. Światło miało niebieskawo-białą barwę; w miarę przygasania żółkło, czerwieniało i znikło. Po niedługiej przerwie przyszedł huk i potem „rukot”.

Noc była zupełnie prawie spokojna i bezwietrzna; po zjawisku przyszedł silny poryw wiatru ze wschodu, który trwał kilka minut, potem znowu zaległa cisza.

Nie było widać żadnych spadających świecących smug, ani nie było słychać odgłosów spadających „kamieni”. (W Seligowie odnaleziono meteoryty wagi nieprzekraczającej 25 gr.).

III. Łagów (11 km na południe od Łowicza).

W następnej, niecałe 2 km na zachód od Seligowa położonej wiosce zjawisko miało nieco odmienny przebieg.

Gospodarz p. Jabłoński Jan, który nie spał całą noc, gdyż cieliła mu się krowa, opisuje zjawisko w następujący sposób: zaniepokojony światłem, które zobaczył nagle na dworze, wyskoczył z obórki i widział jasność idącą z zachodu na wschód w chwili, gdy już zaczęła „opadać”. Potem słyszał „wrukot” idący górą. Po pewnym czasie słyszał drugi huk, który „wracał”. Po niebie szły skry i rzadko padały kamienie, najliczniej na północ od jego zagrody. Z drzew padały drobne gałązki jak w czasie burzy.

Na terenie zagrody p. Jabłońskiego został następnie znaleziony jeden meteoryt wagi ok. 20 gr. Drugi okaz znalazł, zdaje się, brat naszego informatora i przechowuje go u siebie.

IV. Wrzeczko (2 1/2 km na zachód od Łagowa).

Bogatsze i pełniejsze w szczegóły są obserwacje ze wsi Wrzeczko. Najlepsze zdaje się być opowiadanie p. Strugińskiego Andrzeja, który w czasie przebiegu zjawiska stał na progu swej chaty. Widział on, jak przyszła „jasność” i zrobiło się widno jak w dzień. Następnie usłyszał huk, który porównuje do odgłosu, jaki wydaje lecący pocisk działowy. Kierunek ruchu, podobnie jak inni świadkowie, określa: z letniego zachodu na zimowy wschód. Ciekawą jest rzeczą, że p. Strugiński widział, jak padały świecące kamienie. Na terenie, który obserwował (kilka ha), zauważył spadek 6 czy 7 meteorytów 1).[8]

Były one naogół drobne, jeden tylko większy spadł trochę dalej za potokiem. Dwa meteoryty, które spadły na jego podwórku, w odległości 30 – 40 m od niego, podniósł następnego dnia rano. Jeden z nich ważył 125,3 gr, drugi 108,6 gr. Prócz tego znaleziono jeszcze cztery mniejsze meteoryty (92,8 gr, 92,3 gr, 83,5 gr, 53,06 gr) i jeden większy wagi 445,3 gr.

V. Reczyca. (3,5 km na południowy wschód od stacji kolejowej Domaniewice i 2,5 km na zachód od Wrzeczka).

W Reczycy początek zjawiska obserwował p. Piotr Woch, stróż nocny, który znajdował się wtedy na ulicy wsi w odległości ok. 400 m na północ od szosy. Przeraziło go oślepiająco silne światło, które po kilku sekundach znikło dość gwałtownie. Inny gospodarz (p. Jan Bródka), który znajdował się w tym momencie w chacie, odniósł wrażenie, jakby wprost w okno ktoś zaświecił silnym reflektorem samochodowym.

Huk rozpoczął się prawie zaraz po jasności. Przypominał on strzały najcięższych armat, jak mówią gospodarze, którzy byli na wojnie, lub odgłos szybkiego przetaczania bardzo dużych kamieni po podpiwniczonej podłodze, jak określają inni. „Grzmot” nie był jednostajny, silniej grzmiało dwa czy trzy razy. Słychać było warczenie i świst pojedynczych meteorytów. P. Woch, który znalazł się prawie na osi strefy spadających meteorytów, twierdzi, że można było wyraźnie odróżnić trzy smugi.

Gospodarze, którzy byli bardziej na południe (za szosą) opowiadają, że słyszeli wyraźnie świst i odgłosy uderzeń o ziemię poszczególnych meteorytów, następujące po sobie w bardzo krótkich przerwach. Wskazane przez nich kierunki były prawdziwe, gdyż na podstawie ich wskazówek znaleziono jeden okaz wagi 2,726 kg i dwa mniejsze (oba powyżej 1 kg). Niektóre meteoryty dawały czerwone smugi świetlne, zaznaczające dość stromy tor spadających ciał.

VI. Krępa (12,5 km na południowy-zachód od Łowicza; 1,5 km od stacji Domaniewice i 1,5 km na zachód od Reczycy).

__________
1) Jest to obszar największego skupienia odnalezionych meteorytów w południowej części Wrzeczka, o którym była mowa wyżej.


Na terenie Krępy zjawisko miało przebieg podobny. Jasność przychodzi zupełnie nagle, trwa kilka sekund; prawie natychmiast po niej słychać huk i potem silne wybuchy podobne do eksplodujących blisko granatów. Uderzenia spadających meteorytów o ziemię były tak silne, że p. Chmurski Andrzej z Krępy, odczuł jakby lekki wstrząs ziemi od spadających wielkich kamieni.

VII. Domaniewice.

Stróż kościelny z Domaniewic p. Rynkowicz opowiada, że około godziny 1-ej po północy, stojąc przy kościele, ujrzał nagle silne i jasne światło biegnące od zachodu. Odniósł on wrażenie, jakby jasność ta posuwała się w kształcie słupa wprost na niego (znajdował się prawie dokładnie na przedłużeniu osi elipsy rozrzutu meteorytów). Po kilku sekundach światło zgasło, przyszedł huk, potem silne wybuchy, podobne do strzałów armatnich, po których nastąpił jakby łoskot z dudnieniem. w końcowej fazie „rukotanie” przeszło w stopniowo ucichający szum. Poza obszarem spadku meteorytów relacje są dosyć monotonne: widziano światło, po którem w różnych odstępach czasu, zależnie od odległości, następował głuchy, przeciągły huk.

Widzialność zjawiska była bardzo duża – sięgała przynajmniej 250 km, gdyż spostrzeżone ono było nietylko w okolicach Warszawy, Tomaszowa Mazowieckiego i Piotrkowa, ale również Olkusza (195 km), Krakowa (220 km) i Tarnowa (235 km).

Zasięg huku był mniejszy. Dochodził w każdym razie do 70 km, skoro był zupełnie dobrze słyszany w Milanówku (58 km od miejsca upadku meteoru), Otrębusach (64 km) i Tomaszowie Mazowieckim (55 km). Dość ciekawe zagadnienie wywiązuje się przy zestawieniu różnych danych o kierunku ruchu meteoru.

W relacjach, zebranych w okolicy Krępy, Łowicza i Skierniewic, wszyscy zgodnie twierdzą, że „jasność” posuwała się z zachodu na wschód. Gospodarze, którzy obserwowali zjawisko ze swych zagród, precyzują zwykle nawet lepiej ten kierunek, określając go: z letniego zachodu na zimowy wschód, a więc prawie zupełnie zgodny z położeniem osi figury rozrzutu, wyznaczonej przez odnalezione meteoryty. Na terenie Skaratki, Domaniewic, Krępy, Reczycy, Wrzeczka, Łagowa, Kuczkowa, Zacisza, Uchania Dolnego, Wygody, Zawady, Seligowa, Lipców, Mikuł i Nadolnej nie spotkaliśmy się z żadną relacją, w której wskazywanoby przeciwny kierunek. Wysuwane nawet w tym kierunku sugestje kategorycznie odrzucano, mówiąc, że „szło z zachodu”.[8]

Tak twierdzi również dróżnik kolejowy z Lipców (11 km od Seligowa) p. Domański Wojciech, który po przejściu pociągu (godz. 0.50) odwrócił się ku północnemu-zachodowi i ujrzał dość wysoko nad horyzontem czerwoną kulę świetlną, biegnącą, jego zdaniem (kierunek wskazany z miejsca obserwacji), ku wschodowi i stopniowo zwiększającą się. Po pewnym czasie nastąpił wybuch kuli i powstało oślepiające, białe światło, które rozjaśniło całą okolicę. Ten efekt świetlny trwał kilkanaście sekund. Światło szybko zgasło i po krótkiej przerwie nastąpił silny huk, podobny do wystrzału armatniego, ale trwający dłużej. Huk przeszedł w dudnienie czy raczej warczenie, które biegło wysoko w powietrzu, zanikając ku południowemu-wschodowi. Pod koniec zjawisk głosowych słychać było trzykrotne silniejsze detonacje.

Na podstawie relacyj, zebranych w promieniu kilkunastu kilometrów od miejsca spadku meteorytów, wynikałoby, że meteor posuwał się z zachodu na wschód. Twierdzenie to zdają się popierać niektóre zaobserwowane zagłębienia wyryte przez meteoryty, przy których nasypy i odpryski ziemi utworzyły się po wschodniej i południowo-wschodniej stronie.[8]

Jest to jednak niezgodne z przyjętym poglądem, że największe meteoryty lecą najdalej i wyznaczają czoło obszaru zajętego przez spadłe okazy. Jeśli wnioskować z rozmieszczenia meteorytów, to otrzymalibyśmy kierunek ruchu meteoru łowickiego ze wschodu na zachód. Z kierunkiem tym zgadzałby się zanotowany przez p. Marata w Seligowie kierunek wiatru oraz opis zjawiska podany przez p. Bronisława Kobyłeckiego z Milejowa (7 km na południe od Piotrkowa, 75 km na południe od Krępy w linji prostej). Około godziny 1-ej w nocy zauważył p. Kobyłecki nagłe rozjaśnienie, czyniące wrażenie bliskiego pożaru. Potem spostrzegł on nad horyzontem w kierunku północno-wschodnim świetlną kulę bardzo jasną, dającą białą smugę w kształcie ogona, stopniowo przechodzącą w barwę czerwoną. Kula ta posuwała się ze wschodu na zachód, po linji łukowatej tak, że po kilku sekundach znikła z pola widzenia za zabudowaniami. Jasność trwała jeszcze parę sekund.

O ruchu meteoru ze wschodu na zachód mówią również obserwacje zebrane przez Obserwatorjum Astronomiczne w Krakowie.

Podając surowy materjał obserwacyjny z zebranych przez nas relacyj, pragniemy podkreślić, że nie wydaje się nam, aby zeznania zebrane na terenie spadku meteorytów i sąsiednich wiosek były nieprawdziwe, gdyż zbyt wielu (około 40) zupełnie niezależnie przesłuchiwanych świadków z różnych miejscowości podawało zgodnie ten sam fakt. Charakterystyczne jest natomiast, że o ruchu meteoru ze wschodu mówią wyłącznie obserwatorowie z bardziej odległych punktów.

Interesującym momentem, na który zwróciliśmy już dawno uwagę, jest dość szczególne ugrupowanie się meteorytów według ich ciężaru.

Przy zestawieniu tabelarycznem lub graficznem mas poszczególnych nieuszkodzonych przez człowieka okazów zarysowują się dość wyraźnie pewne grupy. Układają się one, zgruba biorąc, jakby w dwa równoległe szeregi liczb, które mają się do siebie mniej więcej jak wielkości postępu geometrycznego.

I tak mamy okazy wagi:

9,9 gr, ok. 10 gr; 11,70 gr  : –
19,4 gr; ok. 20 gr; 22,85 gr  : –
47,23 gr; 53,065 gr; 56,55 gr; 58,795 gr  :68,795; ok. 75 gr
83,49 gr; 92,30 gr; 92,85 gr; 94,80 gr; 108,545 gr  : 125,255 gr; 145,15 gr; 158,75 gr
184,35 gr  : 229,05 gr; ok. 230 gr; 241,05 gr; ok. 250 gr
374,21 gr; ok. 400 gr; 406,20 gr; ok. 430 gr; 440,55 gr; 445,250 gr; 445,255 gr  : 479,35 gr; (445 + 53 = 498 gr); ok. 500 gr
ok. 700 gr; 725,0 gr; (725 + 93 = 818 gr)  : ok. 1 kg; 1,0232 kg; ok. 1,1 kg
1,3859 kg; ok. 1,4 kg  : ok. 2 kg
2,7257 kg; 2,865 kg  : ok. 4 kg
ok. 5,5 kg; ok. 6 kg  : ok. 8,5 kg

Sądzimy, że takie rozgrupowanie nie jest tylko kwestją przypadku, szczególnie, jeśli zwrócić uwagę, jak bliskie siebie są ciężary niektórych meteorytów z jednej strony, z drugiej zaś – jak duże są braki ciężarów pośrednich. Tylko nieliczne stosunkowo okazy wyłamują się po za granice ciężarów poszczególnych grup.

Być może, jest to w związku z istnieniem pewnej zależności między masą meteorytów i tworzących się z nich odprysków, gdyż, jak już na innem miejscu1), przy okazji wymieniania dwóch par pasujących do siebie okazów, zwracaliśmy uwagę, ciężary ich mają się do siebie w obu przypadkach prawie dokładnie jak 1:8 (93gr i 725gr w jednym przypadku i 53 gr i 445 gr w drugim).


Nawet przy pobieżnem przeglądaniu zebranych meteorytów zwraca uwagę duża różnorodność, widoczna w ich kształtach, stopniu obtopienia i w stanie powierzchni poszczególnych osobników.

Przedewszystkiem uderzają duże różnice w stopniu obtopienia powierzchni zewnętrznych. Część okazów pokryta jest typową dla meteorytów ciemną skorupą. Na kilku okazach widać charakterystyczne promieniste ułożenie zastygłych drobnych sopli i smug spływania roztopionego metalu na lepiej obtopionych powierzchniach, któremi meteoryt w czasie lotu był skierowany naprzód (t. zw. „czoło” meteorytu). Specjalnie piękne, w trójkąt wydłużone sople widać na jednym okazie, znajdującym się w zbiorze Muzeum Ziemi (M. Z. Nr. 3). Pokrywają one nietylko całe czoło tego meteorytu, ale obficie spływają również na przyległe części bocznych powierzchni. Inaczej zupełnie wygląda obtopienie czołowe naprzykład na okazie (M. Z. Nr. 24), gdzie są to drobne bardzo wydłużone smugi, rozchodzące się ekscentrycznie od najsilniej naprzód wysuniętego występu powierzchni czołowej.

Obok powierzchni doskonale obtopionych, pokrytych grubą skorupą metaliczną ze śladami zastygłego roztopionego żelaza, są również różnorodne powierzchnie późniejszych spękań, obtopione znacznie słabiej, zaledwie pokryte jakby szklistą powłoką lub zupełnie prawie świeże i podobne do powierzchni sztucznego przełamu. Różnice te wynikają z niejednakowego czasu powstania tych powierzchni. Dość oczywistą jest rzeczą, że im mniejsza jest zmiana danej powierzchni, tem z późniejszych pękań ona pochodzi.

Bardzo wiele okazów nosi na sobie jednocześnie różne rodzaje powierzchni, co jest niezbitym dowodem wielokrotnego pękania meteorytów przed upadkiem na ziemię.

Można rozróżnić dwojakiego rodzaju powierzchnie spękań – jedne, w meteorytach bardziej kamienistych, mają charakter zbliżony do powierzchni przełamu zwykłych skał krystalicznych – drugie zaś, w meteorytach silniej przenizanych siecią żelaza, podobne są do powierzchni „rwanych” – pokrywają je specyficzne „szarpane” nierówności, których występy odpowiadają najczęściej partjom bardziej metalicznym.

Rzadsze są częściowo obtopione powierzchnie z charakterystycznemi miseczkowatemi zagłębieniami.

Meteoryty ze świeższemi powierzchniami spękań cechuje naogół bardzo różnorodny i często zupełnie nieregularny kształt. Wśród okazów średniej wielkości, dość częste są osobniki ograniczone czterema płaszczyznami, o kształcie zbliżonym do czworościanu regularnego, lub w niektórych rzadszych przypadkach – do piramidy o podstawie trójkątnej. Rzadziej trafiają się postacie prawie regularnych sześcianów.

__________
1) S. Z. Różycki i M. Kobyłecki. – O meteorycie Łowickim, „Wszechświat” Nr. 5 1935 r.[9]


Przykładem innego rodzaju postaci meteorytów może być okaz (M. Z. Nr. 26), o jednej powierzchni lekko wypukłej, z doskonale wyrażonem „czołem”, pokryłem małemi strugami spływającego roztopionego żelaza – i drugą powierzchnią, prawie płaską, pochodzącą ze świeższych pęknięć; powierzchnię tę pokrywa niegruba szklisto połyskująca powłoka. Okaz ten robi wrażenie, jakgdyby był szczątkiem znacznie większego pierwotnie meteorytu, z którego ocalała tylko parocentymetrowej grubości powłoka z powierzchnią czołową.

Podobnego typu okazami są również płaskie i „kanciaste” osobniki z jedną powierzchnią silnie obtopioną, stanowiące odpryski powierzchowne dużych meteorytów. Na jednym z takich okazów zachował się fragment powierzchni pasa porowatego (M. Z. Nr. 37).

Istnieje również pewna liczba meteorytów ze wszystkich stron doskonale obtopionych, o krawędziach bardzo silnie zaokrąglonych i kształtach czasem prawie kulistych; ich jednolita, gruba skorupa metaliczna nie wykazuje śladów pękania. Są to przeważnie (ale nie wyłącznie) osobniki o większym ciężarze właściwym, niedużych rozmiarów, znajdowane na wschód od Wrzeczka. Powstanie ich można byłoby zrozumieć przyjmując, że pochodzą one z bardzo wczesnych odprysków najstarszej, zewnętrznej skorupy meteoru lub bardziej metalicznych jego części; jako bardziej jednorodne, odłamki te miały mniejszą tendencję do pękania, a więc przebyły, nierozpryskując się, dłuższą drogę i dlatego uległy lepszemu obtopieniu. Pewien wpływ ma tu również prawdopodobnie i skład mineralogiczny meteorytów. Warto naprzykład zaznaczyć, że jedyny znaleziony okaz, ograniczony ze wszystkich stron świeżemi ledwie „szklistemi” powierzchniami pęknięć, jest jednocześnie jednym z najbardziej „kamienistych” okazów. Dużo pęknięć powstało niewątpliwie już bardzo blisko ziemi i dlatego powierzchnie ich nie uległy większemu obtopieuiu. Na pasujących do siebie okazach (M. Z. Nr. 2 i Nr. 22), znalezionych w odległości 1900 m od siebie, oraz na M. Z. Nr. 26 i Nr. 27, podniesionych w odległości 270 m jeden od drugiego, są one prawie zupełnie świeże. Ciekawą rzeczą jest fakt, że daje się zauważyć pewne regjonalne skupienie okazów ze świeższemi płaszczyznami pęknięć na obszarze wsi Łagowa i Wrzeczka. Zarówno drobne okazy Seligowa, jak i duże (po nad 2 kg) Reczycy i Krępy są znacznie lepiej i równomierniej obtopione. Śladów późniejszych spękań jest mało. Nasuwa to wniosek, że najintensywniejsze pękanie meteorytów w pobliżu ziemi przypadło na strefę Łagowa i Wrzeczka.


Skład mineralogiczny meteorytu łowickiego jest dość złożony.

Na świeżym przełamie meteorytów najbardziej rzucają się w oczy duże do 15 milimetrów średnicy oliwiny, ziarna o mocnym blasku metalicznym barwy cynowo białej (szrajbersyt?), zrzadka trafiają się większe kryształy skalenia. Reszta skały robi wrażenie drobno krystalicznej.

Po wygładzeniu i opolerowaniu powierzchni widać dopiero, że składniki metaliczne są o wiele liczniejsze i że tworzą skomplikowaną sieć, którą przenizany jest cały meteoryt. Wskazuje to, że najsłuszniejsze jest zaliczanie meteorytów łowickich do t. zw. mezosyderytów.

Składniki metaliczne i krzemiany, występujące w meteorytach, są rozmieszczone bardzo nie równomiernie. Jest to widoczne na powierzchniach przekrojów oraz wynika z dużych różnic ciężarów właściwych poszczególnych okazów. Próbne oznaczenia ciężarów właściwych meteorytów, branych jako całość, wykazały bardzo znaczne wahania. Najmniejszy ciężar właściwy 4,14 miał jeden z silnie „kamienistych” okazów (M. Z. Nr. 18). Reszta „kamienistych” meteorytów posiada ciężar właściwy między 4,35 i 4,68, przyczem wyraźnie częstsze są osobniki o c. wł. około 4,6.

Bogatsze w składniki metaliczne meteoryty wykazują c. wł. 5,0: 5,1; 5,4; 5,9. Wyjątkowo, jeden mały okaz ma c. wł. przekraczający 7.

W rozmieszczeniu meteorytów z punktu widzenia ich ciężaru właściwego żadnej specjalnej prawidłowości nie zauważyliśmy. Jedynie można powiedzieć, że osobniki o większym c. wł. spotykane są na wschód od granicy Reczycy. O istniejących zaś na tym terenie kontrastach może świadczyć fakt, że koło stawów między Wrzeczkiem i Łagowem leżały obok siebie okazy o c. wł. 4,14 i 5,9.


Przytoczone wyżej uwagi i spostrzeżenia nad meteorytami łowickiemi mają charakter tymczasowy. Szczegółowe badania nad składem meteorytów i ich budową, prowadzone przez szereg instytucyj naukowych, są w toku.

»


Przypisy

  1. ^ Stefan Zbigniew Różycki (1906-1988) – polski geolog i geograf; najbardziej znany ze swoich badań z zakresu geologii okresów jury i czwartorzędu; zmarł w 1988 roku w Warszawie. Wikipedia – Różycki Stefan Zbigniew
  2. ^ Mieczysław Kobyłecki (1909-1944) – geolog; przed wojną pracował w Zakładzie Geologii i Paleontologii Uniwersytetu Warszawskiego, a następnie w Państwowym Instytucie Geologicznym; zginął w 1944 roku: (…) W latach wojny pozostaje w zespole pracowników Państwowego Instytutu Geologicznego aż do końca. Powstanie warszawskie zastaje Go w drodze z gmachu P.I.G., gdzie pozostała żona i dziecko, do mieszkania ciotki na ulicy Krochmalnej. Ostatni raz widziano Go w dniu 6. sierpnia 1944 koło kościoła na Woli. (źródło: Pożarski Władysław, (1949), Mieczysław Kobyłecki 1909-1944, Annales Societatis Geologorum Poloniae, 19(1), 1949, s. 65-68. Plik PDF)
  3. ^ Jan Gadomski (1889-1966) – polski astronom, popularyzator astronomii i kosmonautyki; związany z Obserwatorium Astronomicznym UW w Warszawie. Wikipedia – Jan Gadomski
  4. ^ Maciej Bielicki (1906-1988) – polski astronom, specjalizował się w obliczaniu orbit komet, meteorów i sztucznych satelitów Ziemi; pracownik Obserwatorium Astronomicznego UW. Wikipedia – Maciej Bielicki; astrojawil.pl – Wspomnienie. Patrz → Wilno 1936; bolidy 19351965
  5. ^ Antoni Gaweł (1901-1989) – geolog, mineralog i petrograf; w okresie przedwojennym pracownik naukowy w Zakładzie Mineralogicznym UJ. Wikipedia – Antoni Gaweł
  6. ^ Ludwik Marian Chrobak (1896-1982) – krystalograf, mineralog i analityk; profesor m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim i Warszawskim. Wydział Chemii UJ – Ludwik Marian Chrobak
  7. ^ Michał Kamieński (1879-1973) – polski astronom, specjalista mechaniki nieba; profesor astronomii Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektor Obserwatorium Astronomicznego UW. Wikipedia – Michał Kamieński
  8. ^ a b c bolid rzeczywiście przemieszczał się z zachodu na wschód!
  9. ^ Różycki et al. (1935)

Zobacz również

Osobiste